Wybory parlamentarne w Polsce A.D. 2019 były przez wielu obserwatorów sceny politycznej zapowiadane jako najważniejsze od 1989 roku. Czy rzeczywiście można je określić takim mianem? Wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje, że tak.
Prezydent Andrzej Duda termin głosowania wyznaczył na 13 października. Mniejsze komitety miały mało czasu na rejestrację list w co najmniej połowie okręgów. Zgodnie z kodeksem wyborczym spełnienie tego kryterium pozwoliłoby na wystawienie swoich kandydatów w całej Polsce. W porównaniu z wyborami z 2015 roku, liczba ogólnopolskich komitetów stopniała z 8 do 5.
Pochylmy się nad sytuacją każdego z pięciu ogólnopolskich komitetów, które wystawiły swoich kandydatów do Sejmu RP oraz ostatecznie podzieliły między sobą 459 mandatów poselskich (1 mandat należy do Mniejszości Niemieckiej).
Prawo i Sprawiedliwość - Zjednoczona Prawica (43,59 % - 235 mandatów)
4 mandaty radości i 4 mandaty niepokoju
Cel minimum, czyli wynik 231+1 został osiągnięty z niewielką nawiązką, więc mimo wszystko można tu mówić o powtórnym sukcesie partii Jarosława Kaczyńskiego, która przecież tym razem nie skorzystała z prezentów od swoich rywali - jak miało to miejsce cztery lata temu w przypadku komitetów SLD i Korwin (nie weszły one wówczas do Sejmu, oddając w ten sposób poparcie do podziału między formacje parlamentarne). Można powiedzieć, że tym razem to PiS bardziej obdarowywał politycznych konkurentów niż sam skorzystał na ich potknięciach. W jaki sposób? Przede wszystkim przez nieudolną propagandę telewizji państwowej, która od pewnego momentu zamiast promować obóz rządzący, zaczęła budzić niesmak. Konfederacja jako ugrupowanie na prawo od PiS-u była do tego stopnia po prostu pomijana w mediach kierowanych przez Jacka Kurskiego, że ukrywano nawet jej wyniki sondażowe, według których partia przekraczała próg wyborczy. Skończyło to się wyrokami sądowymi w trybie wyborczym, które nakazywały przeprosiny w głównym wydaniu „Wiadomości". Niewątpliwie w ten sposób o formacji Janusza Korwina Mikkego i Grzegorza Brauna zrobiło się wtedy głośno, a próby jej zagłuszenia przyniosły odwrotny skutek.
Mimo, że zwycięzca wyborów cieszy się nadal wysokim poparciem społecznym, to warto jednak zauważyć, że apetyty były większe, przede wszystkim z powodu zapewnienia Polakom niespotykanych do tej pory, zakrojonych na szeroką skalę transferów socjalnych takich jak m.in. projekt 500+, wyprawka dla ucznia, czy trzynasta emerytura.
Jednym z największych sukcesów rządu wartych odnotowania była skuteczna walka z mafiami VAT-owskimi. Jeżeli spojrzymy na dokonania PiS-u w ostatniej kadencji, to trzeba oddać, że rzeczywiście realizowali swoje obietnice przedwyborcze, a nawet dokładał nowe inicjatywy. Przy tym wszystkim politycy partii nie ustrzegli się błędów, do których można zaliczyć m.in. wspomniane już upolitycznienie mediów, czy rosnącą biurokrację.
Korzystnym posunięciem w ostatnich miesiącach było skupienie większej uwagi na Śląsku - prowadzona z rozmachem kampania Zjednoczonej Prawicy w tamtym rejonie przyniosła oczekiwany skutek - wzrost poparcia w tej części Polski. Fortecą nie do zdobycia wydaje się województwo pomorskie, które od lat pozostaje bastionem Platformy Obywatelskiej, choć świetnym wynikiem może pochwalić się tam Kacper Płażyński. Warto dodać, że po stronie obozu rządzącego po raz kolejny stanęła wieś, której mieszkańcy wyraźnie odwrócili się od PSL-u. Wspomniane cztery mandaty radości dają PiS-owi przewagę w Sejmie, natomiast w Senacie taka liczba oznacza dla PiS-u problemy, ponieważ tzw. pakt senacki PO, PSL-u oraz SLD na wzór tego z kampanii do europarlamentu przyniósł rezultat i doprowadził do sytuacji remisowej (48 - 48), ale ze wskazaniem na opozycję, do której bliżej jest trzem z czworga senatorów niezależnych. Przewaga w izbie wyższej polskiego parlamentu może oznaczać dla PiS-u wyraźne przedłużenie procesów legislacyjnych, czyli wcielania ustaw w życie. W poprzedniej kadencji niektóre z nich uchwalano w ekspresowym tempie, a oponenci obozu rządzącego mówili wtedy wręcz o tzw. biegunce legislacyjnej.
Zaskoczeniem tych wyborów jest z pewnością brak mandatu dla Stanisława Piotrowicza, czyli twarzy dobrej zmiany w kwestii reformy sądownictwa w Polsce.
Koalicja Obywatelska - Platforma Obywatelska (27,40 % - 134 mandaty)
Dokąd płyniemy, kapitanie Schetyna?
Politycy i wyborcy Platformy Obywatelskiej - partii, która wchłonęła nieudany projekt pod nazwą Nowoczesna (osiem mandatów w tych wyborach) - muszą po raz kolejny przełknąć gorycz porażki i postawić się w dawnej sytuacji PiS-u. W minionej kadencji oponenci obozu Zjednoczonej Prawicy sami określili się mianem totalnych. Nie brakowało skarg do instytucji europejskich, protestów w obronie Trybunału Konstytucyjnego i sądów, czy też sporów w kwestiach światopoglądowych. Wyborcy Platformy Obywatelskiej wyraźnie pokazywali, że tęskno im do czasów rządów Donalda Tuska, bo to w nim pokładane były największe nadzieje związane za powrotem PO do władzy. Wydaje się, że Grzegorz Schetyna nie wywiązuje się dobrze ze swojej roli lidera. Zarzuca mu się brak charyzmy. Specjaliści od marketingu doradzili zresztą, by główną twarzą PO stała się Małgorzata Kidawa-Błońska. Pozytywny efekt kampanii prowadzonej przez KO to sukces w Senacie.
Największe opozycyjne ugrupowanie fundowało jednak prezenty PiS-owi: wygłupy Klaudii Jachiry (która dostała się do Sejmu), taśmy Neumanna, krytykowana akcja „Nie świruj - idź na wybory" w wykonaniu artystów, czy wreszcie przemówienie Lecha Wałęsy na konwencji partii, kiedy nazwał on zdrajcą zmarłego Kornela Morawieckiego.
Grzegorz Schetyna, który wcale nie schował się za plecami Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, jak mu doradzano, bardzo chciał iść do Sejmu z PSL-em, ale to również mu się nie udało i dzisiaj z pewnością żałuje braku entuzjazmu ze strony ludowców, którzy wybrali inne rozwiązanie, czyli sojusz z Pawłem Kukizem.
SLD - Lewica (12,56 % - 49 mandatów)
Oczekiwany powrót - tym razem z Razem
Włodzimierz Czarzasty (lider SLD i co ciekawe debiutant w Sejmie) powtarzał przez ostatnie 4 lata, że nie ma wrogów na lewicy i chce jej zjednoczenia przed wyborami. Poprzednie zakończyły się niepowodzeniem. Tym razem wynik wyborczy okazał się zadowalający. Jakie jest obecne oblicze SLD? Z pewnością bardziej radykalne w kwestiach światopoglądowych takich jak przychylny stosunek do ruchów LGBT, promocja gender, czy też prawo do aborcji na żądanie. Te kwestie lewica niesie na swoich sztandarach, a w swoich szeregach - a przynajmniej na czele partii - nie ma już polityków kojarzonych z poprzednim ustrojem, takich jak Leszek Miller czy Włodzimierz Cimoszewicz (obecni europarlamentarzyści).
Włodzimierz Czarzasty nie ukrywa co prawda swojej działalności w PZPR, ale uważa, że to już przeszłość i należy dostosować obecny program do współczesnych czasów. Czarny protest, czy też demonstracje mniejszości seksualnych na ulicach największych polskich miast były dla tego ugrupowania okazją do nagłośnienia ważnych dla siebie kwestii, o które nie było łatwo zabiegać znajdując się poza parlamentem.
Potencjalny sukces SLD będzie zależał od tego, czy swoje postulaty i krytykę rządu formacja będzie przedstawiać konstruktywnie.
PSL - Kukiz'15 (8,55% - 30 mandatów)
Kukiz traci twarz, ale ratuje swoją... i ludowców
Paweł Kukiz i jego mariaż z Polskim Stronnictwem Ludowym doprowadził wielu jego sympatyków do wściekłości. Zwolennicy radykalnego antysystemu nie mogli zrozumieć jak polityk, który wznosi hasła wybitnie nieprzychylne tzw. partiokracji, wiąże się na czas wyborów, a być może i na najbliższe cztery lata z ruchem ludowym. Dzisiaj wiemy, że Kukiz dokonał słusznego wyboru, ponieważ sam nie byłby w stanie wejść do Sejmu. PSL również wydaje się być zadowolony, ponieważ w ostatniej kadencji Sejmu obóz dobrej zmiany wyraźnie chciał zmarginalizować partię.
Mówi się, że Paweł Kukiz stracił twarz, ale uratował swoją skórę, dzięki czemu może dalej głosić z mównicy sejmowej swoje postulaty dotyczące wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Z kolei Władysław Kosiniak-Kamysz stara się dążyć do zgody, unikając kłótni z politycznymi adwersarzami. Pozytywny wizerunek lidera PSL-u może zostać odpowiednio wykorzystany, gdy Polacy będą kiedyś poszukiwać spokoju, z dala od sporów pomiędzy przedstawicielami największych ugrupowań.
Konfederacja Wolność i Niepodległość - Korwin i Ruch Narodowy (6,81% - 11 mandatów)
Piąte koło bywa tym zapasowym...
Konfederacja w polskim Sejmie to podzielone niemal po połowie dwie frakcje, które według części obserwatorów są jak ogień i woda - ale czy na pewno? Ruch Narodowy propaguje konserwatyzm, wartości chrześcijańskie, z kolei tzw. wolnościowcy od Korwina skupiają się przede wszystkim na rozwiązaniach wolnorynkowych i propagowaniu swobody jednostki w podejmowaniu decyzji. Wbrew pozorom, takie poglądy potrafią ze sobą współgrać, co widzimy na przykładzie dwóch liderów - Janusza Korwin-Mikkego i Grzegorza Brauna.
Po stronie Konfederacji stoi z pewnością jej młody elektorat, który udało się jej się przyciągnąć w dużym stopniu dzięki skutecznej kampanii w internecie i występach w youtube'owych programach publicystycznych. O częstym udziale konfederatów w telewizji nie mogło być mowy. TVP Info zarzucała jej współpracę z Rosją lub zwyczajnie przemilczała z racji na potencjalne zagrożenie ucieczki konserwatywnej części wyborców z PiS-u. Z kolei TVN dopiero w ostatnich dniach przed wyborami udostępnił politykom ugrupowania czas antenowy, widząc możliwość zaszkodzenia partii rządzącej w uzyskaniu potrzebnej większości.
Co mogą zyskać, a co stracić posłowie Konfederacji? Korwin-Mikke z jednej strony potrafi przyciągać uwagę i sympatię, zwłaszcza wśród przedstawicieli młodego pokolenia, z drugiej nie ukrywa swoich często dziwnych i radykalnych poglądów, również w kwestiach światopoglądowych, czym zraża do siebie wielu ludzi. Wiele zależy od tego, czy sejmowa jedenastka będzie jak ta piłkarska na boisku, gdzie tylko gra zespołowa prowadzi do sukcesu. Można spodziewać się wielu głośnych wystąpień, z których są znani m.in. Dobromir Sośnierz, Konrad Berkowicz, czy Robert Winnicki. W sejmowych ławach zabraknie miejsca dla Sławomira Mentzena, zaledwie 32-letniego doktora ekonomii, który w ostatnich latach wyrósł na potencjalnego następcę Korwin-Mikkego, dzięki znanym wykładom na tematy gospodarcze oraz udanemu występowi w jednej z przedwyborczych debat telewizyjnych.
Konfederaci nie ukrywają, że ich wpływ na decyzje rządu będzie znikomy lub żaden, ale chcą być wyrazistymi sejmowymi przedstawicielami ludzi o tzw. poglądach na prawo od PiS-u, wyrażając z mównicy sejmowej swoją dezaprobatę dla poczynań rządzących.
Prognoza na najbliższą IX kadencję polskiego Sejmu
Przed Prawem i Sprawiedliwością stoi zadanie bardzo trudne do wykonania, czyli utrzymanie swojej wysokiej pozycji wśród Polaków na kolejne cztery lata - potencjalny sukces będzie wyczynem z kategorii spektakularnych. Dlaczego może nie być o to łatwo? Opozycja wydaje się być silniejsza, ale oczywiście tylko wtedy, jeżeli połączy siły, a wyborcy mają przecież krótką pamięć do zasług i lubią zmiany. Po kolejnej kadencji Polacy mogą zdecydować się na kompletnie inne rozwiązanie niż to dotychczasowe. By do tego nie doszło, obóz dobrej zmiany musi realizować kolejne obietnice, ale z zachowaniem dużej dozy ostrożności, ponieważ budżet państwa - mówiąc potocznie - nie jest z gumy. Politycy partii rządzącej potrzebują po prostu ogromnej pokory, o której coraz częściej zdarza im się zapominać. Z kolei formacje opozycyjne, a zwłaszcza PO, powinny wykazać się większą kreatywnością, gdyż do tej pory albo zajmowały się skrajnym atakowaniem PiS-u, albo bezmyślnym licytowaniem pomysłów swoich oponentów, bez przedstawienia własnej wizji.
Zagrożenie dla Zjednoczonej Prawicy może stanowić... SLD, ponieważ program lewicy niejako pokrywa się z PiS-owskim w kwestiach socjalnych.
Kamil Pietraszko


