Dorota Puchalska prowadzi w Brańsku restaurację. Popularność lokalu wzrosła w listopadzie 2017 roku, gdy zmiany w jego funkcjonowaniu pomogła przeprowadzić Magda Gessler z „Kuchennych rewolucji”. Praca restauracji przebiegała perfekcyjnie do momentu wybuchu pandemii koronawirusa. Od marca br. wraz z innymi przedstawicielami branży gastronomicznej kobieta zmaga się z kłopotami, które wiążą się z różnymi obostrzeniami wprowadzanymi przez rząd. W tym trudnym okresie Dorota Puchalska nie tylko zdołała opracować swój nietypowy „plan B”, ale postanowiła także zaryzykować... inwestując w nowy sprzęt kuchenny i powiększając menu.
- Przed wybuchem pierwszej fali pandemii lokal tętnił życiem, opowiadałam o tym zresztą przed rokiem, na łamach waszego portalu. Pojawiało się tutaj mnóstwo klientów - nie tylko miejscowych, ale również wielu gości z zewnątrz. Ci drudzy nie tylko jedli na miejscu, ale niejednokrotnie zabierali dania na wynos. Cóż - aż chciało się pracować, ponieważ realizowałam się w pełni w tym, co potrafię najlepiej, w tym co kocham robić, przy widocznym zadowoleniu gości i nieukrywanym zysku finansowym - mówi Dorota Puchalska.
Wiosenna fala pandemii
- Wszystko zmieniło się wczesną wiosną. Przed jednym z marcowym weekendów jak zwykle zaopatrzyłam się w produkty, a proszę mi wierzyć – między piątkiem, a niedzielą potrzeba ich mnóstwo. Niestety, wtedy nastąpiło ogłoszenie lockdownu. Od razu przyszły myśli: co robić? jak do tego podejść? Wiele osób w tym czasie uważało, że trochę wolnego się przyda. U mnie natomiast było zgoła inaczej, bo brak dochodów przy wielu wydatkach mocno komplikował moją sytuację. Już na starcie straciłam wiele żywności, bo nie wszystko można było uratować czy też rozdać – zakaz szybko nas zabolał - tłumaczy restauratorka.
Nie malały opłaty, czynsze, pensje, ceny produktów. Co dalej? Jak długo to potrwa? Jest jedynym żywicielem rodziny, a z daniami na wynos wraz z załogą restauracji mogła liczyć tylko na miejscowych, gdyż ludzie z dalszych miejscowości po prostu się nie przemieszczali. Patrole policji zatrzymywały kierowców, pytając o cel ich podróży, więc nie można było sobie swobodnie jeździć.
Plan B – trzeba sobie jakoś radzić!
- Skoro tych wynosów było niewiele, to trzeba było opracować plan B – zwłaszcza, że jestem osobą, która nie usiedzi spokojnie, nie potrafi trwać w bezczynności. Dlatego też wpadłam na pomysł, by wprowadzić do oferty... przesyłki kurierskie. Taką oto drogą do moich klientów z całej Polski docierały nasze firmowe przetwory, zupy w słoiku, weki czy też chleb. Nie było wielkiego „wow!”, ale na przetrwanie wystarczyło, tak więc mogę powiedzieć, że miałam nosa, podejmując taką decyzję - stwierdza Dorota Puchalska.
Chcę normalnie pracować – bez pomocy państwa!
- Chcę podkreślić, że w najmniejszym stopniu skorzystałam wówczas z pomocy państwa – uważam zresztą, że kształt tzw. tarczy był pełen niesprawiedliwych, często nieprzemyślanych rozdań. Nie wiem czy tym razem jakakolwiek „pomoc” została opracowana dla naszej branży, ale ja naprawdę nie chce już żadnego wsparcia – chcę po prostu pracować normalnie, uczciwie, bez niczyjej łaski! - dodaje.
Jak było wiosną? - Postojowe mi się nie należało, kolejny z dodatków (niestety nie pamiętam jego nazwy) też nie, ponieważ miałam w końcu jakieś tam obroty, co wykluczało przyznanie mi rekompensaty. Otrzymałam tylko fundusze, dzięki którym mogłam opłacić miesięczny czynsz, a teraz myślę, żeby napisać wniosek do urzędu miasta o zwrot opłaty za koncesje za miesiące, w których moja restauracja nie działała tak jak zwykle – chociaż tyle próśb z mojej strony, gdy jest naprawdę źle - stwierdza.
Letnia odwilż – chwila optymizmu
Lato to czas, gdy sytuacja trochę się uspokoiła i nadszedł upragniony moment otwarcia restauracji dla klientów stacjonarnych. Jak wiemy, nie było pełnego luzu - obowiązywały ograniczenia jak wyłączenie części stolików z użytkowania z racji na potrzebne odstępy.
- Wszystkie pomieszczenia były wyszorowane „na błysk”, wzorowo przygotowane pod względem wszelkich wytycznych i ograniczeń. Serwując jedzenie jesteśmy stale odpowiedzialni za warunki pracy i higienę - zarówno na sali, jak i na zapleczu kuchennym – uważnie doglądamy tych dwóch przestrzeni. Porządek w restauracji stanowił zresztą dla mnie od zawsze priorytet, co nie budziło wątpliwości nawet Magdy Gessler. Jestem przekonana, że podobnie jak ja myślało i zachowywało się wiele innych osób z branży, udowadniając tym samym, że gastronomia jest jedną z ostatnich gałęzi biznesu, którą powinno się zamykać w razie epidemii, a nie tak jak jest obecnie – wespół z siłowniami i basenami jako pierwsi cierpimy w tej niecodziennej sytuacji, choć nie było przecież słychać o występowaniu u nas ognisk zakażeń - mówi Dorota Puchalska.
- Przyszedł wrzesień, który zawsze jest jednym ze słabszych miesięcy. Sama jednak z tylu głowy myślałam bardziej o późniejszej jesieni, o przewidywanym powrocie pandemii i niestety sprawdził się mój czarny scenariusz... - opowiada restauratorka.
Znowu zamknięcie, więc... inwestujemy!
- Od tygodnia jesteśmy ponownie zamknięci. Serwujemy dania na wynos, ale jest ich już nieporównywalnie mniej niż wiosną. Znowu wysyłamy paczki, ale co dalej? Boję się o zdrowie swoje i rodziny, boję się o pracę, gdyż jest to moje jedyne źródło utrzymania. Mimo tych obaw, robię wszystko, by podnieść poziom zadowolenia moich klientów, wręcz podejmując ryzyko, czego przykładem jest zakup specjalnego pieca do wypieku włoskiej pizzy. Będziemy go teraz instalować i i myślę, że jutro uda nam się ruszyć z produkcją tego specjału – to nie będzie pizza tak jak w większości pizzerii, ale prawdziwa jak ta przyrządzana we Włoszech - z prawdziwą mozzarellą, specjalnym rodzajem szynki, ale też z ciastem na najlepszej mące na Podlasiu, czyli z PZZ-ów - mówi.
Dlaczego zrobiła ten zakup akurat teraz? - Pizza jest chyba najpopularniejszym w Polsce, a być może nawet i na świecie daniem dostarczanym do domu czy też pracy – mam nadzieję, że będzie często zamawiana przez naszych klientów. Po zmianie czasu na zimowy dni są coraz krótsze, co przy obecnej sytuacji epidemicznej tym bardziej sprzyja przebywaniu w domach. Długie jesienne wieczory? Usiądźmy rodziną przy włoskiej pizzy! - stwierdza właścicielka restauracji.
Chcemy równego traktowania. Liczymy na naszych klientów!
- Wczoraj w Brańsku po remoncie nastąpiło wielkie otwarcie dyskontu, na którym pojawiły się tłumy ludzi. Ten kto mnie zna, wie, że nie patrzę z zawiścią, że ktoś może sobie na coś takiego pozwolić, a ja nie, ale moja logika, zdrowy rozsądek nakazują mi określić taką sytuację mianem groteski i niesprawiedliwości. Dlaczego nie jesteśmy wszyscy traktowani na równi? W jednych miejscach są tłumy, a w drugich nie można przebywać nawet przy zachowaniu regulaminowych odstępów Jeśli to potrwa dłużej niż miesiąc, obawiam się, że tym razem podnieść się będzie bardzo trudno - tłumaczy Dorota Puchalska.
Stąd jej apel do wszystkich: nie pozwólcie, aby wasze ulubione miejsca spotkań umarły! Wspierajcie, kupujcie na wynos lub na dowóz! Nic nie kosztuje, jeśli oznaczycie, opiszecie czy też wystawicie ocenę takiej restauracji na Facebooku, Google czy Tripadvisor. - Proszę, prosimy wszyscy z gastronomii - bądźcie solidarni z branżami, które podczas pandemii zostały dotknięte najbardziej. Tak, że gdy to wszystko się skończy, będziecie mieli do czego wrócić, gdzie się spotkać i gdzie zjeść, a my będziemy mieli gdzie pracować i uprzyjemniać wam czas przyrządzania pysznego jedzonka! - dodaje.
Protest przedstawicieli gastronomii
Dziś o godzinie 12 na Rynku Kościuszki w Białymstoku odbędzie się „Ostatnia Wieczerza” - protest podlaskich pracowników gastronomii. Organizatorzy spaceru proszą, by przybyli uczestnicy przestrzegali obostrzeń sanitarnych z zachowaniem dystansu społecznego.
Zgłaszają oni następujące postulaty: zwolnienie z opłacania składek ZUS; zwolnienie z opłacania podatku dochodowego od wynagrodzeń; obniżenie stawki podatku VAT na wszystkie świadczone przez nich usługi z 23 i 8 na 5 procent; subwencji, które pozwolą na regulowanie ich zobowiązań, w tym przede wszystkim: na wypłaty wynagrodzeń, opłacanie czynszów i rachunków związanych z utrzymaniem obsługiwanych przez nich obiektów; spłatę rat kredytów i leasingów; wprowadzenia obostrzeń, które pozwolą im pracować nawet w ograniczonym zakresie.
(kp)


