Lekka mżawka spowiła miasto. Dla części sprzedawców to z pewnością utrudnienie. Nie wszystkie czwartkowe stoiska zostały więc otwarty i co poniektórzy nie dojechali.
Zabrakło na pewno właściciela największego stoiska z drobiazgami, który zwykle rozkłada się tuż na rogu z ulicą Poświętną. Nie było też sprzedawcy wędlin z okolic Ełku. Także sprzedawczyni koszy wiklinowych zaznaczyła, że wilgoć szkodzi i trzeba będzie koszyki suszyć.
Kupujących, jak to we czwartek, nie brakowało, choć na pewno były już lepsze dni. Sporo na rynku przetworów, przede wszystkim grzybów. Są prawdziwki i zielonki. Kurek też nie brakuje. Spore wrażenie na kupujących zrobiła maszyna szatkująca kapustę, zawsze to coś innego. Oczywiście na innych stoiskach prezentowane jest ręczne szatkowanie kapusty, ale to nie to, co porządny sprzęt pomagający w rolnictwie.
Na rynku pojawiło się trochę gadżetów bożonarodzeniowych, ale w sumie jest ich niewiele. Jakieś bałwanki przypominające, że kiedyś dawniej bywał śnieg, czy świecące reniferki.
Kupujący i sprzedawcy życzą sobie przede wszystkim zdrowia, co w obecnej sytuacji wydaje się zrozumiałe. Wszyscy karnie noszą maseczki. Zresztą na straży "reżimu maseczkowego" stoi policja. Patrol co i rusz mija stragany.
(ms)


