Dzisiaj bielskie morsy spotkały się, by uczcić Święto Niepodległości i wspólnie rozpocząć nowy sezon. Nad rzeką Białą pojawili się miłośnicy zimnych kąpieli. Odśpiewali wspólnie „Mazurka Dąbrowskiego".
Jak sami twierdzą, organizm się tego domaga, tym bardziej w tym trudnym, pandemicznym okresie. Gdy temperatura oscyluje w granicach kilku stopni Celsjusza, morsy wchodzą do zimnej wody. W ten sposób wzmacniają swoją odporność. Skrzykują się na portalu społecznościowym i wspólnie zbierają się na wspólną kąpiel.
- W takim dniu jak dziś nie można było inaczej postąpić - mówi Marta Pieczyńska, jedna z morsujących bielszczanek. - Polecam wszystkim. Robię to od 4 lat, by zwiększyć swoją odporność. Dla jasności, nie było to moje pierwsze morsowanie w tym sezonie. Ze mną od kilku lat morsuje też moja córka.
Zdrowotnej kąpieli zażywało około 15 osób. Większość z nich robi to od wielu lat, niektórzy byli pierwszy raz. Woda dziś miała temperaturę około 6, a temperatura powietrza 4 stopnie. To dobre warunki do rozpoczęcia sezonu. Bielskie morsy spotykają się w małych grupkach lub - przy takich okazjach jak dziś - w większym gronie. Korzystają z lodowatych kąpieli regularnie, nawet kilka razy w tygodniu.
- Dziś chciałam uczcić Dzień Niepodległości - mówi Barbara Roszczyc. - Morsuję, bo kąpiel w zimnej wodzie podnosi odporność, poprawia krążenie, wspomaga walkę z cellulitem i wyzwalają się endorfiny.
Morsy z Bielska Podlaskiego to bardzo radośni, pozytywni, zawsze uśmiechnięci ludzie. Morsowanie jest zresztą na topie, bo zwiększa odporność, poprawia krążenie, ukrwienie skóry, a także wzmacnia pewność siebie.
- Morsuję, bo zimna woda to samo zdrowie, daje „kopa" na cały dzień, no i można się spotkać z fajnymi ludźmi - mówi Raisa Burkiewicz. - Pierwszy raz spróbowałam trzy lata temu. Ale przy każdym rozpoczęciu sezonu jest taki efekt „wow” przy wejściu do wody. Dzisiaj nie było źle. Morsowanie na pewno dodaje zdrowia i uodparnia.
(up)


