W SPZOZ w Bielsku Podlaskim codziennie pracują żołnierze. Bardzo pomagają w pracy. Podobnie, jak czterech lekarzy, którzy rozpoczęli pracę z nakazu wojewody.
Dzisiaj w bielskim szpitalu jest około 130 pacjentów, z czego 10 jest podłączonych do respiratorów. Taka liczba chorych to norma.
- Dostaliśmy odpowiedź od wojewody na prośbę o zmniejszenie liczbę łóżek. W skrócie mówiąc wojewoda uznał ją za bezzasadną - mówi Patrycja Sarnacka, wicedyrektor SPZOZ w Bielsku Podlaskim.
A to oznacza, że obecnie w bielskim szpitalu jest wolnych ponad 40 łóżek dla pacjentów z COVID-19. Obsłużenie ich wszystkich to problem. Wielu pracowników szpitala przebywa na zwolnieniach.
- Jedni zdrowieją, drudzy chorują - kwituje Patrycja Sarnacka. - Ale mamy też czterech dodatkowych lekarzy, którzy pracują z nakazu wojewody.
Niby niewiele, a znacznie poprawili możliwości leczenia. Dyrektor podkreśla, że są z ich pracy bardzo zadowoleni.
Podobnie, jak z obecności wojskowych. Na co dzień przy ul. Kleszczelowskiej pracuje kilku żołnierzy z Wojsk Ochrony Terytorialnej. Pomagają w raportowaniu danych do urzędu i ministerstwa, przy pracach gospodarczych i transporcie wewnętrznym.
- Obsługują też punkt pobrań oraz osoby wchodzące na teren szpitala - mówi Patrycja Sarnacka. - Jesteśmy im bardzo wdzięczni za pomoc i dziękujemy za wsparcie. Bez obecności wojska byłoby nam znacznie trudniej. Mamy też większy psychiczny komfort pracy, bo wojsko już zapowiedziało, że w ramach potrzeb może zwiększyć swoją pomoc i wysłać do nas więcej żołnierzy.
Do bielskiego szpitala w ostatnich dniach trafiła też pomoc materialna. Było to kilka transportów środków ochrony osobistej. Pochodziły one z Agencji Rezerw.
- Wojewoda otworzył też możliwość wnioskowania o zapotrzebowanie na sprzęt. Takie wnioski na pewno złożymy - dodaje wicedyrektor szpitala.
(mb)


