Ciepłe dni za nami. Od rana hulał wiatr, a ciemne chmury pokryły niebo. Dzisiaj już tylko nieliczni mieszkańcy odważyli się odwiedzić rynek w krótkich spodenkach. Za to każdy miał na sobie polar czy też kurtkę.
Nie ma co ukrywać, że jesień za pasem. Stąd sporo klientów bielskiego rynku buszowało po stoiskach odzieżowych starając się dobrać cieplejsze spodnie czy nową kieckę. W Bielsku nawet nową garderobę można kupić taniej np. w niektórych sklepach sieciowych, oczywiście nie we wszystkich. Ale siła tradycji kupowania odzieży na rynku wciąż jest duża, co dziś można było zauważyć.
Maski ochronne na twarzach już nosi niewielu, głównie starszych mieszkańców. Gdzieniegdzie spotkać też było można człowieka w przyłbicy.
Dzisiaj na rynku wśród warzyw i owoców można też było dostać trochę orientalnych cytrusów, mniej popularnych, np. mango - ulubiony owoc króla Juliana z popularnej kreskówki o Pingwinach.
Można też było dostać pigwę, podobno dodaję się ją do herbaty i napój ma wtedy specyficzny posmak. Jest też trochę grzybów. Są tacy co je smażą, ale większość robi z nich przetwory w słoikach. Pomidory wciąż jeszcze można dostać po 3 zł za kilogram.
Są też różne sery i miodu dostatek. Sery z krowiego mleka, jak też z mleka koziego. Tylko wybierać, rzecz gustu.
To, co zwracało szczególną uwagę, to nowe stoisko z glinianymi naczyniami: garnkami, kubkami czy też figurkami. Były nawet ładne i nie za drogie, przyglądając się im bliżej można było dostrzec, po pewnych elementach, że reprezentują postacie z ukraińskich bajek ludowych.
(ms)
Czwartkowy rynek:


