Słonecznie, choć nie za gorąco. To idealna pogoda, aby wybrać się na czwartkowy rynek. Podobnie chyba pomyślała większość bielszczan, dlatego dzisiaj - nawet jak na czwartek - ludzi było sporo.
Niestety miłośnicy staroci mogli poczuć się rozczarowani. Nie było żadnego z dwóch stoisk, które zazwyczaj można tu odwiedzić.
Za to sprzedawca z największego stoiska na targowicy, z tzw. tanim towarem z przysłowiowe 5 zł i różnorodnościami,mile zaskoczył. Oprócz wypolerowanych szabli kawaleryjskich czy też oficerskich (prawdopodobnie już współczesnej produkcji) znalazła się przyrdzewiała szabla typu - kozacka szaszka. To taka szabla bez jelca - wywodząca się z Kaukazu, podstawowa broń sieczna formacji kozackich w armii carskiej. Być może pamiętająca okres pierwszej wojny światowej albo wojny polsko-bolszewickiej. Tego typu broń na giełdzie osiąga ceny powyżej 200 złotych. Tutaj także, chociaż realnie może trochę taniej można ją było nabyć.
Wśród słodyczy można było znaleźć słodycze zza wschodniej granicy. W tym np. białoruską chałwę, którą wielu z nas pamięta z dzieciństwa, kiedy wyrobów czekoladowych było niewiele.
Mnich z monasteru w Sakach znów sprzedawał kozie sery, a ci którzy wolą smaki tradycyjne, mieli możliwość nabycia serów korycińskich.
Małe pomidorki już po 3,5 zł, ale chyba taniej nie będzie. Standardowa cena pomidora w tym roku na bielskim rynku to 4 -5 zł.
Słoneczną pogodę wykorzystało również Muzeum Podlaskie, które wystawiło swoje stoisko przed ratuszem: do nabycia magnesy, zawieszki, albumy, pocztówki z wizerunkiem ratusza oraz publikacje poświęcone lokalnej historii.
(ms)
Na czwartkowym rynku:


