W piwnicy internatu Zespołu Szkół nr 4 im. Ziemi Podlaskiej przy ulicy Hołowieskiej od końca lat 60-tych XX w. funkcjonuje Muzeum Martyrologii. Do życia powołały je miejscowe władze - ówczesna dyrekcja Technikum Rachunkowości Rolnej oraz Muzeum Wojska Polskiego w Białymstoku. Mało bielszczan, szczególnie młodych, wie o tym, jak straszną historię kryje to miejsce.
Otwarcie muzeum nastąpiło 27 września 1969 r. Upamiętnia ono martyrologię miejscowego społeczeństwa w okresie okupacji hitlerowskiej oraz funkcjonujący w tym miejscu hitlerowski powiatowy areszt śledczy w latach 1942-44. Zrekonstruowane pomieszczenia muzeum, scenariusz ekspozycji stałej, eksponaty do dziś są niezmienne.
Najpierw areszt, później nieznane losy
Obiekt więzienny z okresu okupacji hitlerowskiej w Bielsku Podlaskim funkcjonował pod różnymi nazwami. Najczęściej był określany jako więzienie Gestapo albo areszt żandarmerii. Przesłuchani po wojnie byli strażnicy tego więzienia określali go jako areszt powiatowy (Kreisarescht).
Jak ustalił prokurator Dariusz Olszewski z Instytutu Pamięci Narodowej areszt powiatowy w Bielsku Podlaskim został utworzony w sierpniu 1941 r. Początkowo zlokalizowany został w budynku, w którym mieściła się żandarmeria, a mianowicie przy ulicy Mickiewicza. Na ulicę Hołowieską, przeniesiono go pod koniec lata 1942 r.
Areszt umiejscowiono w budynkach dawnej zabudowy folwarcznej dworku pułkownika armii carskiej Aleksandra Smulskiego. Dopiero później umieszczono tu szkołę rolniczą. Bezpośrednio nad aresztem mieścił się zakład krawiecki, który zatrudniał kilkadziesiąt dziewcząt z Bielska i okolicznych miejscowości.
Nigdy nie udało się ustalić dokładnej liczby więźniów, którzy przewinęli się przez areszt. Przypuszcza się, że było ich w sumie około tysiąca. Był wśród nich np. Mikołaj Wowtoniuk ze wsi Dydule w gminie Orla. Spędził w areszcie 9 miesięcy i został rozstrzelany w Lesie Pilickim.
Więźniowie tego aresztu byli przetrzymywani najdłużej do kilku miesięcy. Z aresztu trafiali do innych więzień, m.in. do Białegostoku. Często wywożono ich do obozów pracy, w tym do obozu karnego w Bielsku mieszczącego się przy ulicy Zamkowej oraz do obozów koncentracyjnych. Część więzionych po okresie pobytu, który trwał niekiedy tylko kilka godzin, była rozstrzeliwana.
Według historyków większość z więzionych była podczas pobytu przesłuchiwana. Prokurator IPN Dariusz Olszewski uważa, że w związku z tym areszt powiatowy spełniał też funkcję aresztu śledczego i więzienia przejściowego.
Bez prycz, w brudzie
Cele dla więźniów były ulokowane w piwnicy, parter zajmowali strażnicy niemieccy. Wejście do piwnicy znajdowało się z zewnątrz, od podwórka. Przez środek biegł korytarz, od którego odchodziły drzwi do cel i umywalni.
Areszt zajmował 6 cel, w tym co najmniej jedna była przeznaczona dla kobiet. Największa cela miała powierzchnię 30 m kw., pozostałe były znacznie mniejsze. W piwnicy znajdował się pokój przesłuchań z małym pomieszczeniem karceru. Teren więzienia był ogrodzony drewnianym płotem, u góry którego znajdował się drut kolczasty.
Początkowo w 1943 r. w całym areszcie znajdowała się tylko jedna prycza w pojedynczej celi. Zajmowana była wyłącznie przez chorych. Reszta więźniów spała bez przykrycia na gołych deskach, którymi wyłożona była podłoga. Natomiast w czerwcu 1944 roku większość więźniów miała już drewniane prycze.
Nie sposób precyzyjnie określić liczby osób, które były przetrzymywane w tym areszcie przez cały okres jego funkcjonowania - podkreśla Olszewski. Podobnie jak też nie da się określić dziennego stanu więzionych. Znaczną część więźniów stanowili Polacy, ale byli tu także Białorusini, Rosjanie i Ukraińcy.
Od początku 1943 r. do końca okupacji komendantem aresztu był Niemiec o nazwisku Mosebach. Oprócz strażników niemieckich (około 5-6 Niemców) służbę więzienną pełnili też strażnicy polscy ubrani w granatowe, policyjne mundury.
Podczas przesłuchań zdarzały się przypadki bicia oraz gróźb m.in. pogryzieniem przez psa, rozstrzelaniem. Przesłuchania były prowadzone przez innych funkcjonariuszy niż strażnicy.
Wyżywienie było głodowe „na granicy możliwości przeżycia”. W późniejszym okresie funkcjonowania można było dostarczać więźniom paczki żywnościowe. Docierała do nich jednak tylko część z nich. Widzenia z członkami rodziny możliwe były tylko w wyjątkowych przypadkach.
W areszcie panował brud. Pomieszczenia były zawszone i zapluskwione. Prawdopodobnie w 1944 r. zdarzyły się nawet przypadki zachorowania na tyfus plamisty. W obawie przed epidemią władze więzienne zezwoliły na dostarczanie więźniom raz w tygodniu, z paczkami żywnościowymi, również czystej bielizny. Odbierana „na bramie” brudna bielizna była dla rodziny dowodem życia więźnia.
Z Hołowieska na Uroczysko Osuszek
Wśród więźniów aresztu powiatowego w Bielsku Podlaskim panował nieustanny strach przed śmiercią. Przyczyną tego były częste transporty do Lasu Pilickiego, gdzie odbywały się masowe egzekucje. Dzisiaj wiemy, że w lesie tym najprawdopodobniej zostały rozstrzelane 643 osoby, które wcześniej przebywały w więzieniu „na Hołowiesku”.
W toku śledztwa IPN ujawniono też informacje o egzekucji przeprowadzonej na terenie więzienia, prawdopodobnie ostatniej przed zajęciem miasta przez Armię Czerwoną. 12 lipca 1944 r. przy płocie więziennym rozstrzelano 4 osoby: małżeństwo oraz kobietę i mężczyznę, których nazwisk nie ustalono. W sprawie tego mordu przesłuchano licznych świadków, zapoznano się z dokumentami archiwalnymi, w szczególności z aktami spraw prowadzonych przeciwko zbrodniarzom nazistowskim w Polsce i w Niemczech oraz wykorzystano dokumenty Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce.
Opr. (ms) na podst. fragmentów tekstu prokuratora Dariusza Olszewskiego z Instytutu Pamięci Narodowej w: Bielski Gościniec nr 3 (2006)


