Nie jest tajemnicą, czy to Sejm RP czy też gmina wiejska lub miejska, że wotum zaufania i absolutorium mają charakter raczej polityczny niż merytoryczny. O tym, czy takie wotum otrzyma burmistrz bądź wójt decyduje na szczeblu lokalnym układ władzy, czyli w naszym przypadku większość w radzie miejskiej.
Nie inaczej było też w Bielsku Podlaskim. Na dzisiejszej sesji, po rozpatrzeniu reportu o stanie gminy, radni głosowali wotum zaufania dla burmistrza Jarosława Borowskiego. Za wotum było 13 radnych z Koalicji Bielskiej, Naszego Podlasia i SLD, zaś wstrzymało się 8 radnych z klubu Wspólnie dla Bielska oraz PiS. Podobny wynik był przy głosowaniu z nad absolutorium za wykonanie budżetu.
Zanim jednak doszło do głosowań radni mogli wypowiedzieć się na temat przygotowanego raportu. Mogli to również zrobić mieszkańcy miasta.
- Nie wpłynęło do mnie ani jedno zgłoszenie o chęci zabrania głosu przez mieszkańca - stwierdził Andrzej Roszczenko, przewodniczący rady miejskiej.
Stanisław Charyton, radny PiS zauważył, że w ub. roku rada miejska przyjęła ponad 100 uchwał, z których aż 50 była później zmieniana.
- Niektóre poprawki były oczywiste, ale do innych uchwał mam pewne uwagi - stwierdził Charyton i podkreślił, że w raporcie odczuwa duży niedosyt, jeżeli chodzi o zrealizowane inwestycje miejskie, których i tak było nie za dużo.
- Duży niepokój budzi przedłużająca się budowa Bielskiego Domu Kultury. Umowa z wykonawcą powinna być tak skonstruowana, aby wykonawcy nie opłacało się schodzić z placu budowy ani też szantażować inwestora - podkreślał Stanisław Charyton i zaznaczył, że nadzór budowlany również powinien informować inwestora o kolejnych utrudnieniach. To pozwoliłoby na unikniecie sytuacji, w których burmistrz dokłada kolejne pieniądze z kasy miejskiej.
Stanisław Charyton podkreślił również, że miasto powinno wreszcie ogarnąć tzw. gospodarkę wodno-ściekową. Miasto zostało rozkopane, ulice są niedokończone. Wywołuje to chaos i niezadowolenie mieszkańców. Podkreślał, że wykonanie 90 procent inwestycji oznacza, że czegoś nie wykonano. Dlatego, jak stwierdził, radni PIS wstrzymają się z głosowaniem za wotum zaufania.
Iwona Kołos potwierdziła, że radni Wspólnie Dla Bielska również wstrzymają się przy głosowaniu wotum dla burmistrza.
- Tzw. gospodarka wodno-ściekowa to nie jest mocna strona raportu - potwierdziła radna. - Ulice nie są doprowadzone do stanu pierwotnego, przed inwestycją. Logika uporządkowania gospodarki wodno-ściekowej nie jest logiczna. Albo trzeba jeździć między studzienkami albo podskakiwać na wertepach - podkreślała radna.
Jak się uskarżała radna Danuta Karniewicz z PIS, po rozkopanych ulicach trudno przejść, a zakończenia inwestycji nie widać. Zaznaczyła, że w tej sprawie mieszkańcy skarżą się i radnym i burmistrzowi.
- Odpowiedzi Urzędu Miasta często bywają wprost niegrzeczne wobec mieszkańców, dlatego proszę burmistrza, aby czytał to, co podpisuje - stwierdziła radna Karniewicz.
Raportu bronił wiceprzewodniczący rady Tomasz Sulima z Koalicji Bielskiej.
- Jeżeli chodzi o inwestycje też czuję niedosyt - przyznał Tomasz Sulima. - Też chciałbym, aby to było robione etapami. Zaczynają jedną ulicę i ją kończą, a tak miasto cierpi.
Dyskusję próbował podsumować burmistrz Jarosław Borowski.
- Też czuję niedosyt. Realizujemy największą inwestycję w historii miasta (mowa o uporządkowaniu gospodarki wodno-ściekowej - red.). Jest to zadanie wieloletnie, rozłożone w czasie do 2023 r. Ceny cały czas rosną, rośnie też robocizna i ceny materiałów. Miastu potrzeba każda złotówka - podkreślił burmistrz.
Jarosław Borowski zaznaczył, że opóźnienia są też spowodowane przez problemy techniczne.
- W Bielsku wiele domów było podłączonych nielegalnie do sieci deszczowej i tych podłączeń nie ma na mapach. W latach 80-tych istniało na to przyzwolenie, aby ścieki można było spuszczać do sieci burzowej, dzisiaj takiego przyzwolenia nie ma. Ścieki nie mogą iść tym samym kanałem co deszczówka - mówił.
Jego zdaniem to też opóźnia prace, bo trzeba te podłączenia na nowo projektować.
- Mamy rok doświadczenia z gospodarką wodno-ściekową. Teraz organizujemy przetargi już w inny sposób. Oczywiście lepiej zacząć ulicę i od razu skończyć, ale przez długi okres wykonawcy nie zgłaszali się do skończenia ulic. Inne firmy robiły kanalizację, a inne miały odnowić nawierzchnię - tłumaczył Borowski.
Burmistrz potwierdził też, że w ramach rządowego programu Tarcza 4.0 Bielsk może jeszcze otrzymać 5 mln wsparcia w rządowego. Jak wyjaśnił wysokość tego wsparcia zależy od algorytmu, najmniejsze gminy wiejskie dostaną po 500 tys., a większe ośrodki - odpowiednio więcej. Wielkość miasta oraz inwestycje spowodowały, że Bielskowi przyznano 5 mln wsparcia rządowego, czyli nieco więcej niż w Hajnówce i Siemiatyczach.
- Są to pieniądze na tzw. wkład własny do nowych inwestycji - tłumaczył Borowski.
Jak uściślił najprawdopodobniej zostaną przeznaczone na remont ul. Wyszyńskiego oraz budowę łącznika ulicy 11 Listopada z ulicą Brańską.
Potrzeb jest dużo, a radni mieli swoje pomysły, jak podzielić te pieniądze. Jedni proponowali przeznaczyć je na infrastrukturę sportową w mieście, inni np. na Muzeum Znachora.
Radni pytali również burmistrza o powód nieobecności na otwarciu dworca PKP. Jak się okazało miał wtedy urlop i był na Mazurach, a zaproszenie przyszło dzień przed otwarciem i to po południu. Burmistrz zapewnił, że gdyby wtedy był w Bielsku to by przyszedł, ale skoro już go nie było więc wydelegował na to wydarzenie sekretarz miasta Tamarę Korycką oraz kierownika referatu gospodarki przestrzennej Kazimierza Prusa.
- Ilu trzeba urzędników, aby otworzyć dworzec? - zapytał na koniec wiceprzewodniczący Tomasz Sulima.
(ms)
Sesja Rady Miejskiej (fot.bisu)


