Oczywiście, nikomu nie życzę podobnych doświadczeń, ale wszystko wskazuje na to, że taki raptowny wzrost zakażeń, jaki my mamy obecnie, inne powiaty przejdą za jakiś czas - mówił w wywiadzie dla portalu Bielsk.eu wicestarosta bielski Piotr Bożko.
Słowa te wypowiedział w pierwszej dekadzie kwietnia, gdy w Bielsku z dnia na dzień rosła liczba zakażonych. Ogniska koronawirusa były w szpitalu, urzędzie, sklepach. Przewidywania samorządowca okazały się słuszne. Liczba zakażonych wzrosła u nas do rekordowej wartości 139, ale jak szybko wzrosła, tak i szybko zaczęła spadać. Niestety, troje chorych zmarło. Były to osoby starsze i schorowane. Reszta natomiast ozdrowiała.
Z tych blisko 140 zakażonych zostało już tylko 11, a i to wszystko wskazuje, że niedługo będzie ich jeszcze mniej.
Mapa zakażeń #koronawirus w #Podlaskie.
— Podlaski Urząd Wojewódzki (@PodlaskiUW) May 26, 2020
Zakażenia (wyzdrowienia):
📈 Białystok 97 (74) ➕ powiat białostocki 33 (27)
📈 Łomża 21 (21) ➕ powiat łomżyński 19 (16)
📈 Suwałki 1 (1) ➕ powiat suwalski 2 (2) pic.twitter.com/AmLIjjLtIv
Tymczasem zgodnie z przewidywaniami wicestarosty sąsiednie samorządy zaczęły przerabiać ten sam scenariusz co nasz. W Białymstoku pojawiło się ognisko zachorowań w urzędzie marszałkowskim. W stolicy województwa oraz w powiecie białostockim aktualnie jest więcej niewyleczonych zakażonych (29) niż u nas.
Liczba zainfekowanych SARS-CoV-2 również zaczęła szybko wzrastać w powiecie hajnowskim. Wykryto tam kilka ognisk (m.in.w instytucjach publicznych). I ten powiat prześcigną nasz w koronawirusowych statystykach.
Czytaj też: Pięć nowych przypadków zakażeń koronawirusem na Podlasiu, wszystkie w powiecie hajnowskim
Na przykładzie tych trzech powiatów widać, że największymi ogniskami zakażeń są instytucje publiczne, czyli urzędy, szpitale, rzadziej lokalne sklepy. Z tego można wyciągnąć dwa wnioski.
Pierwszy - że najłatwiej zakazić się koronawirusem w miejscach, które odwiedza najwięcej ludzi. Z drugiej strony wielkopowierzchniowe sklepy, takimi ogniskami nie są, a tam ludzi przewija się najwięcej.
Drugim wnioskiem może być ten, że największe ogniska zakażeń wykrywane są w instytucjach publicznych, bo one wymuszają robienie większej liczby testów.
Na przykładzie powiatu bielskiego zauważyliśmy, iż dość rzadko wykazywano zakażenie u osób niepowiązanych z żadną instytucją i niebędących pacjentami szpitala. A jeśli już, to wokół nich większej liczby zakażeń raczej nie było. Jeśli wykrywano koronawirusa u kogoś, kto nie pracował w urzędzie lub nie przebywał w szpitalu, zazwyczaj testom poddawani byli jedynie członkowie najbliższej rodziny, rzadko współpracownicy owych członków rodziny. Sklepów, gdzie robili zakupy, nawet nie ustalano. Taka „zwykła" osoba nie idzie z reguły badać się przy pojawieniu się pierwszych objawów, a raczej dopiero wówczas, gdy stają się one dokuczliwe i gdy nie potrafi poradzić z chorobą wywołaną zakażeniem.
Warto zauważyć, że u większości osób zakażenie przechodzi bezobjawowo lub bardzo łagodnie. I w takich przypadkach nikt nie zgłasza się do lekarza lub sanepidu i nie robi testów.
Gdy przypadek zakażenia pojawia się w urzędzie, niezależnie od samopoczucia badani są pracownicy, a czasem także członkowie ich rodzin i pracownicy innych urzędów, z którymi się kontaktowali. Testy te wykonywane są kilkakrotnie. Podobnie w bielskim szpitalu po kilka razy badano wszystkich pracowników, pacjentów, a w niektórych przypadkach także ich rodziny. Im więcej testów robiono, tym więcej zakażonych wykrywano i ogniska w tych instytucjach się rozrastały. Pozwalało to ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa, ale takie ogniska podbijały słupki.
(bisu)


