Jarosław Borowski, burmistrz Bielska podlaskiego otrzymał maila od Poczty Polskiej. Zawierał on wniosek o przesłanie spisu wyborców ze wszystkimi danymi: imieniem i nazwiskiem, numerem PESEL oraz dokładnym adresem.
Mail nie został personalnie przez nikogo podpisany. Sygnowano go „Poczta Polska". Jednak we wniosku zaznaczono, iż odpowiedź powinna być sygnowana odręcznym podpisem, bądź podpisem elektronicznym włodarza.

- Maila tego otrzymałem po drugiej w nocy - potwierdza Jarosław Borowski. - Co ciekawe, przyszedł on nie na adres sekretariatu, czy biura podawczego, tylko na mój adres służbowy, którego na pewno nie udostępniałem poczcie.
Adres ten widnieje na wizytówkach burmistrza, jest założony na domenie urzędu miasta, ale raczej nie jest używany w korespondencji z urzędem.
Spytaliśmy burmistrza, czy zamierza spełnić prośbę poczty. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że raczej nie.
- Radcowie prawni urzędu nie widzą podstawy do spełnienia tego życzenia - stwierdził. - Co zamierzam z tym mailem zrobić? Jutro zdecyduję po otrzymaniu opinii prawnej. Związek Miast Polskich zaleca, żeby w ogóle się nie odnosić do takiego maila. Potraktować to jako anonim, a anonimów się nie załatwia.
Burmistrz nie ma wątpliwości, ze tak nie powinno wyglądać tworzenie list wyborców. Ba, tak nawet nie powinna wyglądać urzędowa korespondencja.
„Śmierdzi" próbą wyłudzenia danych osobowych. Ktoś chciał dobrze, a wyszło jak zawsze...
- skomentował Jarosław Borowski.
Taki sposób organizacji wyborów skrytykował także poseł Robert Tyszkiewicz, jeden z liderów podlaskiej Platformy Obywatelskiej.
(bisu)


