Folwark szlachecki przypominał rzymskie latyfundia (od. łac. latus - rozległy, fundus - posiadłość), gdzie gospodarkę prowadzono dzięki niewolniczej sile roboczej, a zyski z tak zorganizowanej produkcji stanowiły podstawę funkcjonowania rzymskiego patrycjatu. Latyfundia wykształciły się później w także w europejskich koloniach w Ameryce Środkowej i Południowej.
W historii Europy gospodarstwa typu folwarcznego odegrały znaczącą rolę tylko i wyłącznie w Europie Środkowo-Wschodniej. Na zachód od Łaby ich rola była mała i odpowiadała niewielkiemu zainteresowaniu miejscowej arystokracji rolnictwem jako działalności ekonomicznie zyskownej. Natomiast na ziemiach Rzeczpospolitej produkcja folwarczna, wykorzystując pańszczyźnianą siłę roboczą, stanowiła główne źródło dochodów szlacheckich.
Przeciętny polski folwark zajmował powierzchnię 3-4 łanów czyli ok. 50-70 ha. Do uprawy takiego areału wystarczała ludność dwóch wsi, albo nawet jednej, ale dużej. Niewielką część prac wykonywali robotnicy zatrudnieni w folwarku (tzw. czeladź). Nie stanowili oni jednak dużej grupy, często też opłacano ich w naturze.
Głównymi roślinami uprawnymi były zboża (w pierwszej kolejności żyto, a na lepszych glebach pszenica). Stosunkowo niewielka była w polskich folwarkach hodowla i prowadzono ją na własny użytek. Przynosiła ona około 10 proc. dochodów z gospodarstwa. Reszta pochodziła z upraw. Dzięki polityce ograniczania wydatków pieniężnych folwark osiągał wysoką stopę zwrotu. W połowie XVI wieku przeciętne wydatki na utrzymanie folwarku wynosiły 18 ówczesnych złotych, a przychody ogółem aż 345 złotych. Najbardziej wydajne folwarki były na Mazowszu. Wysoką stopę zwrotu umożliwiała darmowa praca chłopów pańszczyźnianych.
Polska i cały region Europy Środkowo-Wschodniej były obszarem niższej niż na zachodzie Europy monetaryzacji i co z tym idzie mniejszej akumulacji kapitału. Pańszczyzna dostarczała sposobu efektywnej komercjalizacji produkcji rolnej przy stosunkowo niewielkich nakładach pieniężnych. W efekcie prowadziło to także do słabej kondycji miast, którym brakowało kapitału, aby realizować zakrojone na szerszą skalę przedsięwzięcia handlowe.
Folwark był instytucją produkcyjna nastawioną na wymianę rynkową, eksport sięgał nawet 45 proc. Wymiana handlowa Rzeczpospolitej odbywała się poprzez port w Gdańsku obsługujący między XVI a XVIII wiekiem 85 proc eksportu i 75 proc. importu Rzeczpospolitej. Eksportowano przede wszystkim zboże, a oprócz tego surowce naturalne (drewno, futra, smołę oraz popiół).
Jak wskazują statystyki eksportu przez Gdańsk, polski boom eksportowy zaczął się pod koniec XV wieku. Od tego momentu aż do połowy XVII wieku Polska utrzymywała trwały dodatni bilans handlowy w handlu bałtyckim. Wraz z upływem czasu coraz większe zyski czerpała szlachecka elita, czyli magnaci, kosztem oczywiście chłopów i poniekąd pozostałej części mniej zamożnej szlachty.
Jednak wbrew mitom Polska nie była spichlerzem Europy, jak wydawało się w XVII wieku niektórym polskim szlachcicom (pisał o tym w XVII w. m.in. Łukasz Opaliński). Udział polskiego zboża w globalnej konsumpcji wynosił zaledwie około 0,5 procenta. W tym okresie więcej zboża niż Polska wyeksportowała Anglia. Natomiast polskie zboże stanowiło ważny element w rynku Niderlandów, ale tylko w XVI w. Pokrywało ono tam około 25 proc. konsumpcji. Oprócz tego polskie zboże odegrało pewne znaczenie w krajach Europy w czasach nieurodzajów i wtedy jego procentowy udział się zwiększał.
Dla dawnej Rzeczpospolitej produkcja rolna z przeznaczeniem na eksport była podstawą gospodarki i dostarczała szlachcie 80 proc. dochodu. W XVII wieku Szwedzi celowo, aby załamać polski rynek dążyli do zablokowania ruchu na Wiśle i przejęcia kontroli nad Gdańskiem. W XVIII w. robiły to Prusy (dodatkowo zalewając Rzeczpospolitą gorszej jakości pieniądzem).
Co ciekawe handel zbożem odbywał się bez udziału polskich (nielicznych) kupców. Szlachta sama transportowała zboże do Gdańska i tam przekazywała je miejscowym kupcom. Tam też nabywała wszystkie potrzebne jej towary i Wisłą wracała do domów. Zresztą przyczyniła się do tego polityka handlowa Rzeczpospolitej. Cała strategia rozwoju została oparta na eksporcie produktów surowych lub w niewielkim stopniu przetworzonych. Co gorsza, polskie prawodawstwo świadomie i celowo dawało przewagę w tym handlu kupcom obcym, a niszczyło swoich własnych. Szczytem kuriozum była regulacja z 1565 roku zakazująca polskim kupcom i prowadzenia handlu zagranicznego.
Pomyślna koniunktura gospodarcza z przełomu XV i XVI wieku miała też odbicie w dziejach Bielska. Szło to w parze z bogaceniem się mieszczan. Jedną z rodzin , która w tym czasie zdobyła znaczny majątek byli Siehienicze ze Studziwód. Od lat 30-tych XVI wieku rodzina ta należała do najzamożniejszych spośród bielskiego patrycjatu. Prowadziła zyskowny handel woskiem, solą, suknem i korzeniami oraz nabywała dobra nieruchome. Z czasem Siehieniewicze zdobyli tytuły i dzięki majątkowi weszli w grono szlachty, a ich działalność zatraciła kupiecki charakter. Pod koniec XVI w. dobra koniunktura się skończyła i Bielsk popadł w marazm - dodatkowo niszczony przez liczne pożary, wojny i konflikty religijne między unitami a wyznawcami o formalną przynależność poszczególnych cerkwi. Dopiero koniec XVIII wieku przyniósł pewne ożywienie gospodarcze.
W przeciwieństwie do zachodu Europy, gdzie próby ponownego zaostrzenia poddaństwa po kryzysie XIV wieku (wywołanego epidemią dżumy) spotkały się z silnym i zorganizowanym oporem chłopów, polska wieś była raczej spokojna. Wyjątek stanowiły powstania na Ukrainie z największym z nich, czyli powstaniem Chmielnickiego (ale i tam motorem napędowym byli Kozacy, a nie pańszczyźniani chłopi). Pańszczyźniany chłop z polskiej wsi uciekał, sądził się czasami z panem, pracował na pańskim mniej wydajnie niż na swoim, ale raczej się nie buntował. Trzeba też pamiętać, że w momencie kataklizmu, pożaru, czy wojny chłop mógł i oczekiwać od pana pomocy w odbudowie gospodarstwa (i taką pomoc z reguły otrzymywał).
Z kolei kupcy holenderscy w Gdańsku (którzy zdominowali ten rynek) nabywali często produkty rolne na pniu. Szlachta, która dostarczała zboże do Gdańska, otrzymywała od nich z góry zapłatę za zboże z następnego zbioru. Dla niej było to wygodne. Mogli spieniężyć swój produkt bez udziału kupców polskich (mieszczan), których uważali za konkurencję. Stan ten najzupełniej im odpowiadał, więc nie widzieli potrzeby jakiejkolwiek zmiany.
Jednak gospodarcze problemy z czasem narastały. Gospodarka feudalno-pańszczyźniana nie była innowacyjna. Aby zrekompensować sobie straty, przez cały XVII i XVIII wiek rosły obciążenia pańszczyzną gospodarstw chłopskich. Ponadto na przełomie XVII i XVIII w. wyraźnie spadły ceny na żywność. Zarysowały się też różnice w wydajności z gospodarki rolnej. Pod koniec XVIII wieku wydajność z rolnictwa na zachodzie była już cztery razy wyższa niż na ziemiach polskich.
opr. (ms)
na podstawie Jan Sowa „Fantomowe ciało króla”
Wyd. UNIvERSITAS, Kraków 2011


