Na osiedlach w centrum Bielska pojawiły się „ogłoszenia". Mowa w nich o tym, że a to ktoś zaginął, a to, że utonął w stawie lub że poszukiwana jest osoba podejrzana o pedofilię.
Do ogłoszeń tych dołączone zostały zdjęcia realnych osób, dość dobrze znanych „na mieście". Jak się dowiedzieliśmy, są to zwykłe pomówienia i dość niesmaczne złośliwości. Osoby te nie zaginęły, nie zginęły i nie są pedofilami.
Poszkodowani mogą zgłosić ten fakt na policję. Ale jak sprawdziliśmy, bielska policja nie poszukuje wskazanych w „ogłoszeniach "osób, ani też nie otrzymała zawiadomienia w sprawie tej formy pomówień.
Anonsy te, oprócz obrażania konkretnych ludzi i wprowadzania w błąd, sieją też zgorszenie. Znaleźć je można na drzwiach bloków sąsiadujących z przedszkolami, miejskim placem zabaw i basenem. Często przechodzą tędy rodzice z małymi dziećmi, a niezbyt przyzwoite zdjęcia panów oraz gorszące opisy, raczej nie są treściami, które dzieci powinny widywać.
Sprawa ma jeszcze jedno dno. „Ogłoszenia" dotyczą osób, wokół których tworzą się nieformalne osiedlowe grupy. Można je nazwać blokersami. Prawdopodobnie między poszczególnymi ludźmi lub grupami doszło do konfliktu, a owe anonse są tego przejawem. Możliwe, że wkrótce rozwiązywanie sporów przyjmie inny charakter niż tylko wojna na pomówienia, bo w takich osiedlowych gangach nie brakuje osób porywczych, które zamiast pójść na policję wolą sprawę wyjaśnić „po swojemu".
(bisu)


