Wczoraj wieczorem (12 lutego) w Bielskim Domu Kultury podróżnik Ryszard Jakubowski opowiadał o swojej wyprawie pieszo przez Bałkany.
Przemierzył on prawie całe Bałkany - ze Słowenii do Albanii oraz przez pasmo Starej Płaniny w Bułgarii szlakiem Kom-Emine. Zużył - jak powiedział 2,5 pary butów - oraz dwa aparaty fotograficzne.
- Przygoda rozpoczęła się 18 czerwca 2018 roku w Słowenii. Z Lublany dostałem się do miejscowości Razdrto, gdzie wdrapałem się na Nanos i zacząłem swoją wędrówkę przez Alpy Dynarskie. Przez kilkanaście pierwszych dni marszu przeszedłem jedynie 160 kilometrów, za to pomagałem w organizacji wystawy rzeźbiarskiej, koncertu ludowego i sprzedawałem piwo w hostelu pośrodku niczego. Ostatnim szczytem w tym maleńkim, lecz uroczym kraju był Veliki Snežnik, przy zejściu z którego po raz pierwszy na horyzoncie ujrzałem błękit Morza Adriatyckiego - opowiadał Jakubowski. - W Chorwacji spotkałem też swojego pierwszego kompana – Branka, hipisa, który poszedł na wojnę. Razem przeszliśmy prawie cały Welebit, rozstając się przed miejscowością Knin. Po pierwszych przygodach z deszczem w Chorwacji, żar zaczął lać się z nieba, a kraj opanowała mundialowa gorączka. Przez chwilę wszyscy byliśmy Chorwatami, niewielkim bałkańskim krajem, który walczy o mistrzostwo świata - dodał podróżnik.
W miejscowości Knin spotkał Kaspra, który - podobnie jak ona - zmierzał do Albanii.
- Bośnia pokazała nam swoje piękno, które ma posmak dzikości i lekkiego szaleństwa. Za niesamowite krajobrazy trzeba było jednak płacić i trekking stawał się coraz bardziej wymagający. W parku Sutjeska przekroczyliśmy granicę bośniacko-czarnogórską, po drodze zdobywając najwyższy szczyt Bośni – Maglić. Im dłużej przebywałem w Czarnogórze, tym bardziej byłem nią oczarowany i wiedziałem, że ciężko będzie ją opuścić. Szliśmy przez mieniące się wszystkimi kolorami zieleni góry, w których latem mieszkali pasterze wypasający tu swoje stada. Z Durmitoru weszliśmy w pasmo Gór Przeklętych, by przekroczyć granicę czarnogórsko-albańską.
Po kilku dniach w Albanii podróżnik dotarł do końca szlaku. Tam droga jego i Kaspra się rozeszły. Kasper wrócił do domu, a nasz podróżnik przez Kosowo i Macedonię pojechał do Bułgarii.
- Po zaopatrzeniu się w nowe buty i nareperowaniu aparatu, udałem się na granicę grecko-bugarską. Tam ponownie rozpocząłem marsz. Po raz pierwszy szedłem przez pasmo Weriły i Witoszy. Ta druga jednym zboczem przytula się do Sofii, w której zatrzymałem się przez kilka dni przed wyruszeniem na szlak Kom-Emine. Jest to też częścią długodystansowego szlaku europejskiego E3 i bułgarskim świętym Graalem dla wszystkich piechurów.
Trasa biegnie praktycznie przez całą Bułgarię, zaczynając się na szczycie Kom znajdującym się na północnym – zachodzie od Sofii i kończąc się nad brzegiem Morza Czarnego na przylądku Emine.
- Po 22 dniach marszu pokonałem szlak Kom-Emine docierając do Morza Czarnego.Tym samym po prawie czterech miesiącach podróży zakończyłem swoją przygodę z Via Balkanicą - zakończył swoją opowieść Jakubowski.
(ms)
Spotkanie z podróżnikiem w BDK:


