Przed nami znowu święta Bożego Narodzenia. Tym razem razem te, które obchodzą prawosławni mieszkańcy powiatu bielskiego.
Dlatego proponujemy kolejne opowiadanie Barbary Goralczuk, które będzie dotyczyło pewnych tradycji związanych z tym okresem, a dokładniej tego, że na święta otrzymujemy różnego rodzaju prezenty, nie zawsze związane ze sprawami materialnymi, choć poniekąd także. Zapraszamy do lektury. ”
(ms)
Podarok
Iwan hoduje oweczki. Mnuoho ich uże miew, czerez ciełe swoje życie. Można nawet skazati, szto bez oweczok nijak by żyti ne daw rady. Prywyk, znaje ichni potreby, znaje koli czoho im nada. Znaje jak kormiti, jak dohliadati. I luibit oweczki. Wonie może nie takije mudry jak korowy, alęż u jich je swuoj rozum. I koli poznajut swojoho pana, hospodara, usio budut za im choditi, prosto by sobaki.
Oweczki rodiat jahniata zimoju, czasto w poru świata Rożdżestwa Chrystowoho. Nedobra to pora, czasom bardzo zimno. Maleńki jahniatka bojaćcia chołodu, a kop ne pomarnowaliś, treba ich nahryeti, chutko nakormiti, czasom i nakryti czymś tepłym, słowom, pohlianuti.
Sioho roku zima tepła, ne ma strachu jahniatam. Oweczki u Iwana kłusty, zdorowy, owczarnia u ich dobra, ne ma bidy. To i naczali kotitiś, jakoś w połowini grudnia. Z 40 oweczok narodiłoś do czasu Koliad 34 jahniat. Ale i diś szcze odna kruticia, musi bude kotiłaś lada hodina.
Poszow hospodar do kłuni po sieno. Podumaw zahlianuti do oweczok. I… jak raz naszow maleńkie, mokre, czut’ no wrodiłoś. Nu, dobre. Utieszywsia hospodar. Wbihom zaniuos sienko poud obrusok, a sam wernuowsia szcze do oweczki. Zara narodiłoś i druhie, bielieńkie maleństwo. Oweczka sprawno zaniałaś swoimi małyszami. Wsio. U oweczok bywaje odne, czasom dwoje małych.
Iwan zadowolony poszow do chaty na weczeru. Sim’ja uże joho dożydała. I żuonka, i dieti, i maleńka wnuczka. Pojeli, pośpiwali kolady, toj naczali rychtowatiś w cerkow. Ale Iwan jakoś ne dumaw pro niszto druhoje, jak pro tyje maleńki jahniatka. Wreszci koło puownoczy poszow szcze raz zahlianuti do oweczok.
Poliahali wże poczti wsie, i taja szto diś porodiła, toże. Spokuojno odwernuła hołowu, pohliadała na hospodara. Koło jeji w sienowi lieżało dwoje maleńkich dietok, iii… Szto to takoje? Pumiż nohami a żywotom oweczki sztoś czornoho woroszyćcia! Iwan aż prysiew, dumaw szto to weliki szczur, albo może kuot! Pudyszow bliżej… Jahniatko! Ależ wonne czorne! Oweczka urodiła troje małych, a odne z ich czorne! Teper wsie hryejućcia koło matery, a ostatnie, najmensze, a szcze i czorne mati pryhornuła najbliżej! A to dopiero podarok! Nezwyczajny, jak i toj koliadnyj deń!
Barbara Goralczuk


