Dzisiejsza opowieść (po swojomu) „Takaja sztuka" Barbary Goralczuk będzie poniekąd o teatrze. Czytelnikom warto przypomnieć, że na Podlasiu działa teatr „Czrevo", którego założycielką jest Joanna Troc. Teatr jest organizatorem raz do roku festiwalu teatralnego "ODE" gdzie, m.in. w Bielsku Podlaskim prezentowane są spektakle po swojomu.
Takaja sztuka
W Domowi Kultury zobrałosia mnuoho liudi- pryjechaw teatr z bardzo dobrym, sławutnym spektaklom. Prybrali dobru poru na takije atrakcji - w osenni dowhi weczur liude wyszli z domu, kob podiwitiś sztoś cikawoho - komedyju pro małżeński doli-nedoli.
Na dworye było bardzo chołodno. Wystrojony kobiety i muższyny skidali swoi palta i pokidali w szatni, a pani szatniarka wieszała odieżdu na wieszałkach i każdumu podawała znaczok z numerom wieszałki.
Spektakl musiw byti bardzo żutki, bo na sali hliedaczy śmijaliś, klaskali, a nawet sztoś tam odkazuwali hołosno aktorom ze sceny.
A potum klaskali i klaskali bez kuńcia!
Nareszci naczali wychoditi.
Widno kobietam taja sztuka podobałaś - aż pokraśnieli na licach od śmiechu!
Dawaj pchatiś pered szatniarkoju po swoji palta. Miż inszymi para, około 60-siati lietnia, dostojna dama ze swoim chudeńkim mużykom.
- Nu, de ty, dawaj znaczok! - hołośno odozwałas kobieta do mużczyny, jaki postupaw za jeju sered tłumu.
Mużczyna podaw juoj numerok.
- Szto mnie dajesz?! Juoj daj! Bery moju jasiuonku! - workonuła.
Czołowiek podaw szatniarci znaczok i wziaw dwa palta, swoje i żuonki.
- Pomoży nałożyti! - dyrygowała baba.
Pomahaw.
- Podierży moju torebku! - sunuła jomu weliku, bliskuszczu torbu puod nuos.
Podierżaw.
- A pomożesz mnie nasaditi palto, czy nie? Kulkoż tebe prositi?! - worczała.
Pomahaw jak muoh. Ale baba ne była zadowolena.
- Wsio tobie treba palciom wytykati, sam niczoho ne znajesz. De moje rukawici?!
Podaw rukawici.
- Ech, skaranie boskie z toboju - huknuła żuonka i wyrwała rukawiczki z ruki mużyka. - A sam czoho storczysz, odiahajsia! Dokuol żdati maju?!
Mużyk naczaw nakładati swoje palto, ale kruhom pchaliś lude, ne poszło jomu toje chutko.
- Idesz, czy nie?! – worczała żuonka.
Koło jich mołodaja, może 30-lietniaja diewczyna nakładała swoju czornu, dowhu jasiuonku i wsio spohliadała na swarliwu babu. Aż odozwałaś:
- Ot, jak dobre mieti mużyka - skazała.
- Dobre, nedobre - odkazała baba czerez zuby- zależy od mużyka.
- Oj, wasz dobry, uczynny - ne kuończała rozmowy mołodaja.
- Aha, tak wam no zdajećcia.
- Ne zdajećcia. Ja że baczu, to i howoru, szto baczu. Diakujte Bohu za mużyka - skazała i miło uśmichnułaś do oboch starszych od sebe liudi.
- Et, ne ma za szto diakowati - worczała dalej baba aż czyrwona od hniewu. - Sami diakujte za swojoho muża - odkazała.
- Ja i diakuju. I wy diakujte, szto wuon je.
- A kudyż miew by diwatiś?! Je, je! - czut’ uże ne kryczała złuosna baba.
- A ja by chotieła, kob mnie muż podaw palto. Ale ne podaśt’, bo, baczte, umer - skazała diewczyna i znow tepło uśmichnułaś.
Odwernułaś i wyszła.
Barbara Goralczuk
opr.(ms)


