Niedzielne głosowanie, w którym Polacy zdecydują komu powierzone zostaną stery państwa na najbliższe cztery lata, to tylko jeden z przykładów na to jak ważne w życiu każdego z nas są wybory: te małe i duże, takie których skutki odczuwamy przez krótki czas oraz te długofalowe, przełomowe często decydujące o kształcie całego naszego życia.
Pierwsze decyzje podejmują za nas rodzice. Od „debiutanckiego" tchnienia na porodówce aż do ostatniego oddechu gdziekolwiek nas spotka, w biogramie każdego z nas widnieją dwa niezmienne, stałe zapisy – miejsce urodzenia oraz imię.
Pamiętam doskonale pytania zadawane w szkole przez moich rówieśników – Kamilu, dlaczego prawie wszyscy członkowie naszej klasy przyszli na świat w Bielsku Podlaskim, a ty akurat w Białymstoku? Cóż im mogłem odpowiedzieć? Po prostu rodzice wybrali szpital w stolicy województwa, zamiast powiatowego. Takie mieli życzenie i tak mi zostanie w metryce. Podobnie w przypadku imienia, które dla jednych jest błogosławieństwem, a dla innych powodem do zakłopotania. To właśnie mama i tata decydują za swoje – jeszcze nieświadome niczego – dziecko jak będzie się nazywało. Powszechnie znany jest przykład Roberta Lewandowskiego, którego nieżyjący już ojciec Krzysztof wierzył, że jego syn będzie w przyszłości znany poza granicami kraju, więc nadał mu międzynarodowe, a zarazem łatwe do wymówienia w każdej części świata imię. Nie wszyscy mieli taki nos do obdarowywania swoich pociech – Alfons Popiełuszko, decydując się na edukację w warszawskim seminarium duchownym musiał zmienić swoje imię na Jerzy, bo dotychczasowe w stolicy źle się kojarzyło. Bogobojni rodzice przyszłego błogosławionego męczennika pełni szlachetnych pobudek (święty patron Alfons Liguori) nie znali podtekstu, jakie niosło za sobą właśnie to imię, będące pogardliwym określeniem sutenera.
Tak więc każdy małolat do pewnego momentu nie ma za wiele do powiedzenia. Wiemy doskonale, że w większości przypadków typowy 8-latek widzi swoje pieniądze z pierwszej komunii, ale nie sprawuje później nad nimi żadnej kurateli. Owe banknoty są jak środki z OFE – niby są twoje, ale nie zobaczysz ich potem na oczy.
Wszystko zmienia się u progu dorosłości, gdy młodzian może już z nieukrywaną dumą wybrać sobie imię na bierzmowanie, a niedługo później pieniądze otrzymane z okazji tzw. osiemnastki przeznaczyć na cokolwiek tylko ma ochotę.
Z samodzielnością przy wyborze placówek edukacyjnych w okresie szkolnym bywa różnie, ale w przypadku decyzji o kierunku studiów dominuje jednak wolność od sugestii rodziców, którzy z decydentów stają się doradcami dla swoich dzieci. Pytając dlaczego tak wybrałeś, w odpowiedzi usłyszymy najczęściej – bo jest to zgodne z moimi zainteresowaniami, życiową pasją, choć coraz częściej da się usłyszeć także słowa o motywacji pieniężnej (bo chcę dobrze zarabiać). Tak czy siak, niezwykle rzadko usłyszymy z ust studenta, że uległ sugestii lub nie daj Boże rozkazowi rodziców. Nawet wielu młodych ludzi przymuszonych do wykonywania takiej samej profesji jak ich mama i tata (dosyć częste zjawisko wśród lekarzy i prawników), będzie stanowczo podkreślać, że decyzję podjęło z własnej, nieprzymuszonej woli - w końcu dorosłej osobie nie przystoi przyznawać się do braku wpływu na swoje kluczowe życiowe wybory.
Zawód wyuczony z reguły jest tym – choć nie musi – wykonywanym aż do emerytury przez w pełni świadomą jednostkę, która wybiera wskutek jakich czynności będzie w wieku dojrzałym narzekać – jak to ma w zwyczaju stereotypowy Polak - na bóle kręgosłupa lub inne dolegliwości. Urodzeni optymiści będą z kolei mówić o wieloletnim spełnianiu się w wybranej przez siebie profesji. Podobnie bywa w kwestii doboru partnera życiowego, z którym spędzi się długie lata i wspólnie będzie wychować się potomstwo, jakiemu - według teorii o historii zataczającej koło - nada się odpowiednie według swoich upodobań imię, czyli tym razem już samemu będzie się podejmować decyzje za dziecko. Tam gdzie nie szuka się tylko efektu strzały Amora, słyszymy o tym, że ktoś znalazł swoją drugą połówkę kierując się pewnymi kryteriami, np. wspólnymi zainteresowaniami lub poglądami, czyli nie tylko zakochując się, ale i dokonując wyboru wedle określonych zasad. Pod koniec życia decydujemy natomiast komu oddamy w spadku swój majątek, kto najlepiej spożytkuje nasz materialny dorobek.
Wróćmy jednak do szarej codzienności. Lepiej lub gorzej wybieramy również każdego dnia, gdy jako konsumenci decydujemy o tym jakim samochodem chcemy się poruszać, gdzie chcemy mieszkać (w bloku czy w domu, w mieście czy na wsi, na Podlasiu czy na Śląsku, w Polsce czy poza jej granicami) i ogólnie jak chcemy żyć. Decydujemy o tym co jemy i czy ma być to jedzenie zdrowe, dzięki któremu dbamy o swoją sylwetkę czy tzw. śmieciowe żarcie, które przyprawi nas o dodatkowe kilogramy i najczęściej gorsze samopoczucie. Jeden człowiek woli napić się kawy, drugi herbaty. Jeden jada tylko bułki posmarowane masłem, inny tylko chleb z margaryną. Jeden człowiek wybiera aktywność fizyczną, drugi bezczynność na kanapie z pilotem telewizyjnym w ręku. Filmowy James Bond poprosi w barze o Vesper martini, koniecznie wstrząśnięte niemieszane, z kolei nasz swojski 07, czyli porucznik Sławomir Borewicz z największą przyjemnością uda się na wódkę, oczywiście w biały dzień, w godzinach pracy. Są to najbardziej prozaiczne i z pozoru banalne przykłady, ale gdy spojrzymy na nie w szerszym kontekście, to dostrzeżemy jak bardzo istotna dla nas jest kwestia podejmowania decyzji. Wszystkie nasze wybory są częściami składowymi naszego życia. Dysponujemy wciąż swoją wolną wolą - aparatem wspomagającymi nas w wybieraniu rozwiązań dla nas korzystnych lub niekorzystnych. Wolność osoby ludzkiej jest dla wielu wartością najważniejszą, choć często bywa wypaczona przez nadmierne przywiązanie do hedonizmu, czyli dążenia do przyjemności za wszelką cenę. Gdy u kogoś pojawiają się nałogi, gdy ktoś w skrajnym stopniu nie radzi sobie z danym problemem, przynoszącym mu kiedyś przecież wiele przyjemnych chwil, to nie powiemy już o takiej osobie, że jest wolna, ale wręcz odwrotnie, że jest już zniewolona, bo nie wykorzystywała rozważnie swojej wolnej woli, prawa do wyboru.
Z podejmowaniem decyzji oraz o późniejszych ich konsekwencjach spotkamy się w wielu dziełach filmowych. Chyba najbardziej znany przykład to Neo - główny bohater pierwszej części Matrixa, który otrzymuje od Morfeusza dwie tabletki - czerwoną oraz niebieską. Weź niebieską pigułkę, a historia się skończy, obudzisz się we własnym łóżku i uwierzysz we wszystko, w co zechcesz. Weź czerwoną pigułkę, a zostaniesz w krainie czarów i pokażę ci, dokąd prowadzi królicza nora. W innym kinowym klasyku - Dwunastu gniewnych ludzi widzimy z kolei jak grupa amerykańskich ławników musi podjąć jednogłośną decyzję co do winy lub jej braku w przypadku młodego człowieka oskarżonego o zabójstwo. Widz obserwuje w jaki sposób działa ludzka decyzyjność: jedni kierują się logiką i dedukcją, drudzy tylko i wyłącznie emocjami i niepotwierdzonymi przeczuciami, z kolei jeszcze inni po prostu stają - raczej z przymusu - po jednej ze stron, ponieważ reprezentują grupę znaną w sondażach pod nazwą „nie mam zdania". Przykład z polskiego podwórka być może dotyczy nieco innego aspektu ludzkiego życia, ale ukazuje doskonale, że na naszej drodze może pojawić się także aspekt losowy. Perypetie Witka Długosza z Przypadku są zależne od tego, czy uda mu się wskoczyć do pociągu odjeżdżającego z łódzkiego peronu. Scenarzysta przedstawił różne opcje - znalezienie się w wagonie sprawi, że Witek trafi do partii, natomiast fiasko pościgu z językiem na brodzie doprowadzi go do działalności opozycyjnej. Nigdy więc nie możemy być do końca pewni tego, że każda podjęta przez nas decyzja jest od początku do końca tylko w naszych rękach.
Zastanówmy się czy dziś wejdziemy do lokalu, by zagłosować w zgodzie z własnymi poglądami, swoją wolną wolą, interesem własnym, swojej rodziny i przede wszystkim Ojczyzny i rodaków. Trwając w przedwyborczej ciszy, mającej uspokoić natłok obietnic kandydatów reprezentujących przeróżne polityczne opcje, pomyślmy nad tym, czy nasza ocena jest w pełni samodzielna i czy przypadkiem nie ulegamy czyjejś sugestii, ogólnym trendom. Warto pochylić się nad tą kwestią, zadając sobie pytanie – czy wybierając właśnie takiego kandydata z danego komitetu robimy dobrze i odpowiedzialnie i czy mamy świadomość, że każdy pojedynczy głos jest tak samo ważny i równy, bo wyniki są wyłaniane właśnie na podstawie milionów indywidualnych decyzji. Skoro w swoim dorosłym życiu sami decydujemy o podejmowanych przez nas wyborach, to niech i w tym przypadku nie zabraknie nam całkowitej wolności w myśleniu i działaniu...
Kamil Pietraszko


