W ostatnich latach nie było chyba tygodnia, który by tak bardzo wystawiał na próbę cierpliwość kierowców. Z opóźnieniem, ale w końcu prace na przejeździe na ul.11 Listopada w Bielsku zostały zakończone. Jest on już przejezdny.
Prace zlecone przez Polskie Linie Kolejowe stały się przyczyną prawdziwej gehenny na bielskich drogach. A wszystko przez chaotyczne zarządzanie robotami i organizację ruchu.
Od początku ta inwestycja nie szła tak jak powinna. Kolej w pierwszym swym zamierzeniu chciała rozpocząć ją 2 września, w pierwszy dzień roku szkolnego. Kilka dni przed tą datą rozstawiono nawet znaki informujące o utrudnieniach i wytyczonych objazdach. Termin ten w ostatniej chwili został przełożony. Domagali się tego i burmistrz Bielska, i Podlaski Zarząd Dróg Wojewódzkich, który zarządza drogą przecinającą przejazd oraz Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Wszyscy uznali, że komplikacji komunikacyjnych będzie zbyt wiele.
Kolej zgodziła się na odłożenie remontu przejazdu na 16 września. Tego dnia miała zakończyć się przebudowa mostu. Przejazd został zamknięty chwilę po puszczeniu tamtędy ruchu. PLK nie zadała sobie jednak trudu, by poinformować o tym władze miasta, czy zarządców dróg. Kierowcy też się tego nie spodziewali. Wyszło na to, że muszą radzić sobie z zupełnie nową sytuacją na drogach Musieli przywyknąć, że zamiast na tymczasowe rondo muszą kierować się na nowo wyremontowany most. No i nie można było przejechać ul. 11 Listopada, która była nieoficjalnym objazdem. Policja na zamknięcie przejazdu też raczej nie była przygotowana, bo funkcjonariusze zaczęli kierować ruchem, gdy w korku stało praktycznie całe miasto.
Co ciekawe, przez kilka miesięcy przebudowy mostu na odcinku łączącym dwie drogi krajowe (19 i 66) nie było takich korków, jak po zamknięciu przejazdu na, wydawałoby się, niewielkiej uliczce. Ruch przez objazd mostu odbywał się dość płynnie, po zamknięciu ul. 11 Listopada zakorkowało się całe centrum Bielska, a na krajowej 19 od strony Białegostoku w kulminacyjnym momencie korki sięgały Proniewicz.
Tylko że GDDKiA remontująca most, zdała egzamin, przygotowała objazdy i znaki informujące, wcześniej uprzedziła o utrudnieniach.
Po interwencji władz miasta, policji i zarządców dróg, 17 września przejazd znów otworzono, by następnego dnia go zamknąć. Policja w godzinach szczytu kierowała ruchem, ale i tak w całym mieście były korki. Kierowcy jeździli na pamięć, a sytuacji nie ułatwiało oznakowanie. Nie dość, że oznaczenia były słabe, to jeszcze nie odpowiadały sytuacji na drodze. W pierwszych dniach znaki informujące o utrudnieniach odsłaniano, gdy utrudnień nie było, a zasłaniano je, gdy przejazd zamknięto i utrudnienia się pojawiły.
O całym tym zamieszaniu piszemy szerzej w artykule: To nie żart. Przejazd kolejowy znów jest zamknięty. Bielsk Podlaski znowu się korkuje [FOTO]
W kolejnych dniach sytuacja się tylko troszkę poprawiła.
Jak to wyglądało? Czytaj w artykule: W godzinach szczytu przejazd przez Bielsk jak przez Marszałkowską. Korek sięgał rynku [FOTO]
Równolegle prowadzono prace na przejeździe kolejowym w Lewkach. To na trasie krajowej 66 w kierunku przejścia granicznego w Połowcach. Objazd również skierowano na DK 19 i nowo oddany do użytku most.
Na domiar złego kolej podawała różne daty zakończenia prac. Te z założenia miały trwać od 16 do 25 września, ale pojawiła się informacja, że skończą się wcześniej - 23 września. Jednak rzeczywistość zweryfikowała te optymistyczne założenie. Wczoraj po południu przejazd został otwarty, choć jeszcze tego dnia wieczorem przy drogach stały wciąż znaki informujące o objazdach.
(bisu)


